Blog Grażyny Romanowej

Sprawa Jacka Wacha - kasacja oczywiście bezzasadna cz. III

2015-09-21 18:49:12, komentarzy: 0

Ponizsze pismo zostało dołączone do nastepnego Oświadczenia senatorskiego  Senatora Ryszki i przesłane do Prokuratora  Generalnego A.Seremeta

           

 Szanowny Panie Senatorze,


 Jeszcze raz serdecznie dziękuje  Panu Senatorowi w imieniu swoim, mojego brata i całej naszej rodziny  za zajęcie się sprawa brata.


 Odpowiedz jaką wystosował Minister Edward Zalewski do Senatu na Pańskie oświadczenie zakrawa na żart. Pismo, które otrzymał Pan Senator, podpisane przez Ministra  Edwarda Zalewskiego przy najlepszych chęciach trudno nazwać odpowiedzią i ustosunkowaniem się do Pana Senatora oświadczenia i do mojego szczegółowego,  popartego materiałem dowodowym z akt  pisma.


 Odpowiedź Ministra E. Zalewskiego jest “telegraficznym” konspektem z  wyroków, które zapadły w tej sprawie, a nie ustosunkowaniem się do naszych  pism.
Przy tym jak ognia unikał Minister E.Zalewski nazwisk prokuratora prokuratora Piotra  Jasińskiego i biegłego Antoniego Z. Gidzgiera i innych wymienionyych w moim piśmie. A przecież, jako Prokurator Krajowy ma moralny i prawny obowiązek nie tylko rzetelnie odpowiedzieć na Pana Senatora oświadczenie, ale i  po uzyskaniu informacji o po-dejrzeniu popełnienia przestępstw ściganych z urzędu, jest zobowiązany wszcząć postępowanie.
 
 Jest oczywistym i wynika to wprost z mojego pisma, a potwierdzeniem są uzasadnienia wyroków, iż sądy rozpatrujące tę sprawę nigdy nie oceniły całego materiału dowodowego w tej sprawie, jak wymagają tego przepisy kpk i nie odniosły się  do podniesionych w moim piśmie nieprawidłowości, fałszerstw, quasi-naukowych ekspertyz, przekłamań biegłych etc.  Powoływanie się więc na rozstrzygnięcia sądów jest absurdalne.

Jak można powoływać się na coś co nie miało miejsca i nie istnieje !

Jest to znana nam od lat 7 lat taktyka, kazuistyczna manipulacja i ucieczka od rzetelnej oceny i odpowiedzi na te zarzuty przez powoływanie się na uzasadnienia poprzedników, a poprzednicy na poprzedników poprzedników itd.
 Wystarczy rzetelne zapoznanie się z aktami sprawy i skonfrontowanie  ich z naszymi zarzutami, aby stwierdzić, iż nigdy wcześniej żaden z sadów rozpatrujących sprawę nie ocenił całości materiału dowodowego, a cześć ocenionego materiału dowodowego jest obciążona poważnymi błędami.  To właśnie sady wszystkich instancji, począwszy od Sadu meriti, oceniły materiał dowodowy niezgodnie z;

 a)                art. 4 k.p.k. i art. 410 k.p.k., tj. zasada obiektywizmu i dokonały ustaleń faktycznych tylko na podstawie dowodów obciążających, poprzez wybiórczą ocenę materiału dowodowego
 np. wszystkie sady rozpatrujące sprawę odniosły się:
 ·        tylko do jednego dokumentu potwierdzającego zarzut, iż w Jeziorze Pluszne znaleziono dwa podudzia, powtarzając  uzasadnienie sądu meriti. A przecież nie jest to jedyny dokument, z którego wynika wprost, iż znaleziono dwa podudzia, a wskazałam te dokumenty w moim piśmie. Żaden sąd nie brał pod uwagę tych dokumentów, a więc nie ocenił tych dokumentów !
 ·        zarzut ten dotyczy również oceny opinii DNA. Z czterech istotnych dla sprawy opinii, sądy odniosły się tylko do jednej.
 ·        wszystkie sądy w swoich ocenach pomijały kompletnie i nie oceniły  pierwszej opinii antropologicznej.
 b)                art. 5 § 2 k.p.k., tj. zasady in dubio pro reo poprzez brak rozstrzygnięcia nie dających się usunąć wątpliwości na korzyść oskarżonego.
 c)                 art. 7 k.p.k. tj. w zw. z art. 201 k.p.k. zasady swobodnej oceny dowodów poprzez oparcie się na niepełnych i niejasnych opiniach biegłych, wobec braku wyjaśnienia wszystkich wątpliwości co do tożsamości znalezionych szczątków ludzkich. Zarzut ten dotyczy nielicznych dowodów ocenionych przez sąd meriti, opisanych w moim piśmie, a następnie powtarzanych przez   SA.  Sąd meriti nie poddał też ocenie całego  materiału dowodowego, jak wskazano w pkt.a
d)                art. 2§ 1 i § 2 k.p.k . tj. Ukształtowanie postępowania tak, aby
·        sprawca przestępstwa został wykryty i pociągnięty do odpowiedzialności karnej, a osoba niewinna nie poniosła tej odpowiedzialności,
·       a podstawę wszelkich rozstrzygnięć powinny stanowić prawdziwe ustalenia faktyczne.
Minister E. Zalewski, nie zapoznał się nawet z aktami sprawy, jak więc mógł odpowiedzieć czy ustosunkować się do moich zarzutów? W  lutym i na początku marca tego roku akta sprawy znajdowały się w Areszcie Śledczym w Suwałkach i przeglądał je mój brat! Nie może podlegać dyskusji, iż aby rzetelnie ustosunkować się do mojego pisma, niezbędne jest zapoznanie się co najmniej z dokumentami z akt sprawy na jakie  powołałam się w moim piśmie. “Reader's digest” z wyroków apelacyjnych nie spełnia tego zadania.

 Odpowiedź Ministra E. Zalewskiego nie odnosi się merytorycznie nawet do jednego przedstawionego w moim piśmie zarzutu. Po co więc ta cała mitręga i farsa. A nazywanie tych zarzutów „powielaniem” jest zwykłym brakiem przyzwoitości. Wydawałoby się,  iż na straży  rzetelności i  praworządności w działaniu prokuratur i prokuratorów stoi Minister E. Zalewski. Oświadczenie Pana Senatora  i moje pismo,   powinno głęboko zaniepokoić Pana Zalewskiego, a wyjaśnienie tych zarzutów jest jego nie tylko moralnym ale i prawnym, wynikającym z jego funkcji obowiązkiem. 

Oświadczenie Pana Senatora i moje pismo nie dotyczyło wyroków w sprawie, a śledztwa prowadzonego w Olsztynie przez prokuratora Piotra Jasińskiego w sprawie zabójstwa NN i zarzutów w stosunku do jakości, rzetelności i zachowania przepisów i procedur, tak przez prokuratora Jasińskiego, jak i biegłego medyka sadowego A.Z.Gidzgiera, antropolog D. Lorkiewicz  i biegłych biologii J. Janicy i Peplińskiego.
 Do tego Minister Edward Zalewski nie odniósł się.

 I tak:
          Badania DNA
 W moim piśmie podnosiłam bardzo szczegółowo, zgodnie z wiedzą i logiką niedostatki czterech opinii DNA. Otrzymana odpowiedz odnosi się tylko do jednej opinii – porównawczej DNA domniemanej matki i siostry ze szczątkami NN.
 A co z pozostałymi trzema opiniami DNA?
 ·                   Nie ma wyjaśnienia, dlaczego fragment THO1 szczątków NN ma inną wartość w powyżej wspomnianym badaniu porównawczym, a inną w badaniu stwierdzającym, iż poszczególne części ciała należą do jednej osoby? Jeżeli badane  te były przeprowadzone poprawnie I badano te same szczątki, wartość ta powinna być identyczna!
·                   Nie ma też odpowiedzi, dlaczego prokuratura nie usiłowała nawet znaleźć kobiety, której ślinę znaleziono na taśmach przylepnych? Jest oczywistym, iż ta kobieta była zamieszana w morderstwo, a rzetelność w poszukiwaniu prawdy nakazywała wyjaśnienie tego fundamentalnego śladu i wątku w śledztwie.
·                   Brak też odpowiedzi, dlaczego nie przeprowadzono badań mtDNA znalezionych ze szczątkami włosów, pomimo wyraźnej sugestii biegłego? Czy to zaniechanie prokuratora Piotra Jasińskiego, ma swoje zródło w zarzucie, iż nie poszukiwanie prawdy i mordercy(ów) było motywem działania prokuratora?
 
 Co do ustosunkowania się do tej jednej opinii DNA, w odpowiedzi autor stwierdza, iż z opinii badań porównawczych DNA domniemanej matki i siostry ze szczątkami NN “...wynika, iż zabezpieczony materiał pochodzi od Tomasza S. Stopień tego prawdopodobieństwa biegły ustalił na 99%, a stopień pokrewieństwa na nie większy niż drugi...”  Jest to fragment z uzasadnienia pierwszego wyroku Sadu Apelacyjnego.
 
 Stwierdzenie to jest nieprawdziwe, ponieważ jak wskazywałam w moim piśmie, opinia DNA jest niepełna, właśnie ze względu na brak obliczeń statystycznych i każde  przedstawienie tej opinii w % jest nieuprawnione, z prostej i logicznej przyczyny – takie obliczenia nie zostały przeprowadzone i podawanie jakichkolwiek wartości przez biegłego było nie mającą odzwierciedlenia w jego badaniach, spekulacją.
Dla pełności obrazu, część wyjaśnień biegłego genetyka z rozprawy:

 Sędzia: Czy określenie bliski krewny  obejmuje również inne stopnie pokrewieństwa, niż syn?
 Biegły: Myślę, ze nie dalej niż drugi stopień pokrewieństwa.... 
Prokurator: …już się Pan wypowiedział o tym,ze jest duże prawdopodobieństwo I jak ten wskaźnik rozumieć?
 Biegły: tu nie było liczone prawdopodobieństwo, wiec...nie możemy powiedzieć w sensie statystycznym, ile wynosi prawdopodobieństwo.
 Sędzia: Gdyby miał Pan określić to procentowo – to z jakim prawdopodobieństwem?
 Biegły:  Nie mogę określić procentowo, ze względu na to, ze generalnie trzeba by było posługiwać się analiza statystyczna, a ona jest bardzo mało wiarygodna w przypadku braku ojca. Powiem tak 99%.
 Sędzia:  Czy sąd ma rozumieć, że w Pana ocenie badane tkanki pochodzą od syna Pani H.K w 99% prawdopodobieństwa?
 Biegły:  W tych granicach. Może to być 98, ale na pewno nie 60, czy 70. Na pewno 90 kilka procent.
 Sędzia:  Czy to jest duże prawdopodobieństwo?
 Biegły:  Duże.
 Sędzia:  Bardzo duże?
 Biegły:  Czy bardzo duże? Bym nie powiedział. Teraz prawdopodobieństwo – przy obecnym stanie wiedzy...sięgają 99 i 5 czy 7 dziewiątych po przecinku....

 Z powyższych wyjaśnień Sąd I instancji poczynił następujące ustalenia:
Sąd stwierdził, iż biegły nie mógł stwierdzić kategorycznie, czy szczątki pochodzą od Tomasza S. ( uw SO str. 76 w 5-7)  “...ale ponieważ żadna osoba z jego rodziny o tym stopniu pokrewieństwa nie zaginęła...” stąd wniosek, iż szczątki należna do T.S.

W apelacji, brat zarzucił nieuprawnienie takiego ustalenia, ponieważ Sad Okręgowy nie przeprowadził żadnych dowodów w kwestii zaginięcia czy tez nie członka rodziny Tomasza S.
Sad Apelacyjny zamiast rozpatrzyć ten zarzut, zmienił uzasadnienie i  stwierdził, iż  biegły ustalił prawdopodobieństwo na 99%. Jest to oczywiste mijanie się z prawda Sądu Apelacyjnego, powtórzone bezkrytycznie w piśmie Ministra E. Zalewskiego. Biegły rzeczywiście podał taką liczbę, ale później poprawiał się, twierdząc, iż jest to prawdopodobieństwo rzędu 90 i kilka procent.
 Ponadto biegły wyraźnie stwierdza, iż prawdopodobieństwo 99% nie nazwałby dużym – przy ówczesnym stanie wiedzy ( 2000r) i gdyby było obliczone, powinno sięgać przynajmniej 99,99999% czy 99,9999999%.
 Innymi słowy, jeżeli stwierdzenie Sadu Apelacyjnego, powtórzone przez Ministra E. Zalewskiego 99% prawdopodobieństwa oznacza, iż badane szczątki były szczątkami Tomasza S., to tak szeroko określony margines prawdopodobieństwa, według dowolnej oceny Sadu Apelacyjnego i Ministra E.Zalewskiego jest z punktu widzenia genetyki równie prawdziwy, jak twierdzenie, iż populacja północno-wschodniej Polski – ca. 2,5 miliona  to “bliscy krewni” Tomasza S. 
Taka  jest quasi-naukowa wartość i wymowa tego twierdzenia, uznanego za dowód w procesie o morderstwo, którego konsekwencja jest wyrok dożywocia.

 Wymowny jest tez fakt, iż 8-9 lat po przeprowadzeniu powyżej omawianych badań DNA  przez Katedrę Medycyny Sadowej Akademii Medycznej w Białymstoku,  laboratorium genetyczne tej katedry nie otrzymało pełnej atestacji PTMSiK ( wywiad z prof. Ryszardem Pawłowskim “Prawo I genetyka” styczeń 2009 )
 “Pańskie laboratorium przygotowało zestaw próbek w ramach atestacji badań śladów biologicznych przeprowadzanej przez PTMSiK na lata 2008-2009. Jak ocenia Pan poziom polskich laboratoriów, które uczestniczyły w tej atestacji?
 Prof. Ryszard Pawłowski
Poziom jakości pracy polskich laboratoriów jest zdecydowanie dobry.. Atest udzielany był w zakresie rozszerzonym, obejmującym loci ST zarówno autosomalne, jak i z chromosomu Y(Y-STR) – oraz mtDNA (otrzymały go laboratoria działające przy uniwersyteckich Katedrach Medycyny  Sądowej w Bydgoszczy, Gdańsku, Warszawie i  Wrocławiu), w zakresie STR autosomalnych i Y-STR (Katedry w Lublinie, Poznaniu i Łodzi), w zakresie tylko autosomalnych STR (Instytut Ekspertyz Sądowych w Krakowie) oraz w ograniczonym zakresie w wyniku popełnienia błędów  (Zakłady Medycyny  Sądowej w Białymstoku, Katowicach i Krakowie oraz prywatny Instytut Genetyki Sądowej w Bydgoszczy).


 Główne błędy to raportowanie nieistniejących w atestowanych próbkach alleli lub wyciąganie nieuprawnionych wniosków w oparciu o nieprawidłowo uzyskane elektroforegramy.”

 Jaką mamy pewność, iż badania w tym zakładzie 9 lat wcześniej, nie były obarczone takimi samymi błędami? Żadnej, zachodzi duże prawdopodobieństwo, iż właśnie były one obarczone błędami, a wskazuje na to fakt, iż dwa różne badania DNA, wykazały dwa różne wyniki na allelu THO1 badanych szczątków.  Czyż nie jest to wystarczająca podstawa do weryfikacji rzetelności i  poprawności badań DNA przeprowadzonych w sprawie brata, abstrahując od innych błędów, którymi obciążone są opinie DNA w tej sprawie?

Przecież prokurator Piotr Jasiński i biegli biolodzy, tak lekko traktując swoja pracę zdawali sobie sprawę, iż od tych opinii zawisła prawidłowa identyfikacja szczątków NN i w konsekwencji oskarżenie Jacka Wacha i innych o morderstwo, którego nie było!
 
 Badania antropologiczne

 Podobnie jak w przypadku opinii DNA, pismo Ministra E. Zalewskiego nie odnosi się do zarzutów dotyczących dwóch opinii antropologicznych wykonanych w śledztwie. Podobnie jak wszystkie sądy rozpatrujące te sprawę, w piśmie tym nie ma ani słowa o wyniku pierwszej opinii antropologicznej. A przecież została ona wykonana na zlecenie prokuratora Piotra Jasińskiego i nie została zakwestionowana jej poprawność. Jeżeli ta opinia była pełnowartościowa, dlaczego prokurator Jasiński zlecił następną opinię antropologiczną? Jedyna racjonalna i logiczna odpowiedz na to pytanie, to  oczywisty dla każdego  oglądającego odtworzony przez biegłą przypuszczalny wizerunek przeżyciowy dowodowej czaszki, iż ani na jotę nie przypomina on Tomasza S.
 
 Jak podniosłam w moim piśmie i jak podnosimy, mój brat i ja przez 7 lat, nieuprawnione i nieprawdziwe jest uznanie przez prokuratora P. Jasińskiego, a następnie przez sądy rozpatrujące sprawę, iż druga ekspertyza i opinia bieglej  “...wszelkie wątpliwości ( co do identyfikacji-przypisek mój) rozwiała...” ponieważ biegła w sposób jednoznaczny i kategoryczny stwierdziła, iż czaszka pochodzi od Tomasza S. 

Pismo Ministra E. Zalewskiego zawiera dokładnie takie same stwierdzenie, powtarzane jak mantra, bez odniesienia się merytorycznie do szeroko omówionych, zarzucanych tej opinii oczywistych błędów metodologicznych i logicznych.

 Odnosząc się po krótce do powyżej przytoczonego stwierdzenia, po raz kolejny “powielam” i podnoszę, iż opinia taka jest nieuprawniona, niezgodna z logiką, a także jest niezgodna z wynikiem  pierwszej ekspertyzy biegłej.
 W pierwszej ekspertyzie biegła odtworzyła  wygląd twarzy czaszki,  mężczyznę wieku 30-35 lat, który to wizerunek jest diametralnie różny od wizerunku Tomasza S.
W drugiej ekspertyzie biegła użyła zdjęcie T. Sadowskiego, gdy miał 16-17 lat i według opinii bieglej to zdjęcie w 100% w przeprowadzonej ekspertyzie potwierdza, iż czaszka należny do Tomasza S.
 
Jeżeli powyższe dwa wizerunki korelują z dowodową czaszką, a tak twierdzi biegła i są to wnioski z jej badan w pierwszej i drugiej ekspertyzie, nie może biegła równocześnie twierdzić, że badana przez nią czaszka może korelować ( stosując metodę projekcji, która się posługiwała) z wyglądem  tylko jednego wizerunku: Tomasza S. Kategoryczność stwierdzenia w drugiej  opinii antropologicznej, iż dowodowa czaszka może tylko i wyłącznie należeć do Tomasza Sadowskiego i korelować tylko z jego zdjęciem jest nielogiczna i fałszywa, ponieważ podważa wyniki jej badań z pierwszej ekspertyzy, w której czaszka  ta  koreluje z osobą, której wizerunek różni się diametralnie od wizerunku Tomasza S.

 Stąd jedyny logiczny wniosek, iz czaszka NN korelowała z dwoma diametralnie różniącymi się wizerunkami, a nie jednym jak twierdzi biegła.

 Mija się z prawdą Minister E.Zalewski twierdząc, iż biegła odniosła się do “małej wady zgryzu Tomasza S.”  Gdyby autor tego pisma zapoznał się nawet pobieżnie z wymienionymi w moim piśmie aktami sprawy, miedzy innymi materiałem  graficznym Super projekcji,  doszedłby do wniosku,  iż wada zgryzu nie jest “malutka wadą”, a silnie zaznaczonym tyłozgryzem, ewidentnie widocznym. Ponadto ta “malutka wada” nie jest opisana w części opinii bieglej zatytułowanej “Opis antropologiczny czaszki”. Wynika to z faktu, iż biegła zamiast opisywać dowodowa czaszkę, opisywała cechy twarzy Tomasza S.!
Tomasz S. nie miał ani malutkiej ani żadnej innej wady zgryzu. Wynika to ewidentnie z materiału graficznego Super projekcji, zeznań matki i co najważniejsze z samej opinii biegłej. Powyższej  przytoczone  argumenty, dyskwalifikują tę opinię, jako zródło wiedzy fachowej w procesie o morderstwo!

 Opinie patologa dr Antoniego Z. Gidzgiera
 Do wielokrotnych udokumentowanych w aktach sprawy  pomyłek, uchybień i diametralnych  zmian opinii i opisów biegłego patologa, mijania się z prawda i  świadomego manipulowania wiedzą empiryczną jaka posiadł biegły podczas oględzin i autopsji, przedstawionych i szczegółowo popartych materiałem z akt sprawy, pismo Ministra E. Zalewskiego  nie odnosi się praktycznie w ogóle.
Nie możne być merytorycznym ustosunkowaniem się do kilkunastu udokumentowanych zarzutów dotyczących opinii biegłego Antoniego Z. Gidzgiera, których wymienienie i opisanie zajmuje kilka stron maszynopisu, lakoniczne zdanie, iż Sąd meriti “potwierdził” „...iż biegły z zakresu medycyny sadowej początkowej  fazie śledztwa popełnił - błąd techniczny- zabezpieczonych podudzi. Na ten błąd baczną uwagę zwrócił też sąd I instancji, wyjaśniając w sposób przejrzysty i logiczny przyczyny jego popełnienia...”
Poniżej w pełnym brzmieniu przywołany przez autora ustęp z uzasadnienia wyroku Sądu meriti:
“...Błąd, który wyniknął odnośnie ilości podudzi został uznany przez biegłego za typowo techniczny.
Biegły z racji swego zawodu dysponuje dużą ilością materiału, rożnych szczątków ludzkich I taka pomyłka może wyniknąć przy przepisywaniu, a w dalszej konsekwencji potwierdzenia dokumentacji pisemnej...”

Nawet gdyby powyższe uzasadnienia Sądu, z którego wynika wprost, iż to  nawet nie Sąd, a biegły uznał te pomyłkę za techniczną (sic!), a Sąd tylko wyjaśnił, iż takowa jest możliwa i wręcz jest naturalna, ponieważ biegły dysponuje dużą ilością rożnych szczątków ludzkich, to jak połączyć w logiczny związek przyczynowo-skutkowy “dysponowanie dużą ilością szczątków” z przepisywaniem? Czy przepisywanie  w prosektorium w Olsztynie odbywa się przy stole sekcyjnym, a na tym stole leży duża ilość rożnych szczątków ludzkich i przeszkadza? w czym? Policzeniu podudzi? Opisaniu faktycznej ilości podudzi? Jest za mało miejsca na tym stole, co rozpraszało koncentrację biegłego i stąd “błąd techniczny”?
 
Dalej jednak powyższe wyjaśnienia Sądu I instancji, jak i wyjaśnienia sądów apelacyjnych, a także pismo Ministra E. Zalewskiego nie wyjaśnia, dlaczego w ogóle zaszła potrzeba przepisywania protokołu autopsji? dlaczego zgodnie z przepisami kpk, nie został załączony do akt oryginał przepisywanego protokołu? Dalej nie ma odpowiedzi na pytanie, czy prokurator Jasiński przeprowadzał  autopsję, jak wymagają tego przepisy kpk, a brak  podpisu prokuratora Jasińskiego na protokole autopsji wskazuje wprost, iż nie przeprowadzał tej czynności.
Na fakt, iż z Jeziora Pluszne wyłowiono dwa podudzia,  wskazuje  nie tylko protokół autopsji, do ktorego odniósł się sąd meriti, ale również w inne dokumenty sprawy i są one opisane szczegółowo w moim piśmie.

I te dokumenty i fakty jak dotąd były i nadal są pomijane milczeniem, również w piśmie  Ministra  E. Zalewskiego. Trudno nie “powielać” zarzutów,  tak fundamentalnych w tej sprawie, jeżeli przez 7 lat nie poświęcono wyjaśnieniu tychże jednej linijki! Zarzucanie mnie czy mojemu bratu “powielania” zarzutów urąga wszelkiej rzetelności czy przyzwoitości.

Pozostałe zarzuty, dotyczące jakości i fachowości biegłego medyka zostały zignorowane kompletnie w piśmie Ministra E. Zalewskiego.
Jednym z niewyjaśnionych w odpowiedzi ministra E. Zalewskiego, jest fundamentalny zarzut, iż  biegły medyk wspólnie z prokuratorem Jasińskim fałszowali i manipulowali opinią autopsji czaszki, twierdząc, iż do ofiary NN oddano dwa strzały w chwili śmierci. Ten nieprawdziwy dowód miał bezpośredni wpływ na przypisanie sprawstwa domniemanego zabójstwa NN - Jackowi W, a także ukrycie charakterystycznej cechy NN – zabliźnionego postrzału w żuchwie.  Tomasz S. nigdy nie był postrzelony, a prokurator Jasiński sprawdził to przepytując rodzinę i znajomych T.S.  Jest to  bezpośredni dowód, iż szczątki NN nie mogą być szczątkami Tomasza S.

Podobnie, nie ma wyjaśnienia zmiany zeznań biegłego w kwestii jakim narzędziem rozkawałkowano zwłoki. 
Jeżeli biegły zdeterminował podczas autopsji, iż cialo  rozkawałkowano siekierą czy toporem, to tak prokurator, sąd i obrona ma prawo domniemywać, iż biegły posiadał odpowiednie kwalifikacje i opisywał w protokole swoje empiryczne obserwacje. Zmiana opinii biegłego, po dwóch latach od przeprowadzenia autopsji, bez ponownej autopsji, w kwestii jakim narzędziem rozkawałkowano zwłoki i stwierdzenie, że zwłoki rozkawałkowano piłą mechaniczną jest nielogiczne   i  nieprawdziwe. Wynika  to wprost z funkcji opinii z autopsji w procesie karnym, a także z zasady logicznego myślenia, wiedzy i doświadczenia życiowego.
 
A mianowicie opinia biegłego jest zródłem podstawowej i fundamentalnej wiedzy uczestników procesu karnego co do ustalenia przyczyn śmierci i in.szczegółowych okoliczności dotyczących okoliczności śmierci. Opinia z autopsji jest więc wypadkową wiedzy patologa, jego doświadczenia i empirycznych obserwacji poczynionych podczas  autopsji. Z tych rozważań wynika wprost, iż zmiana tej opinii po dwóch latach, bez ponownej autopsji jest niemożliwa. Po pierwsze jest fizyczną niemożliwością, aby biegły „dysponujący dużą ilością szczątków” pamiętał właśnie tę autopsję i nagle go olśnilo, iż nie ślady siekiery czy topora a piły widział na kościach. Po drugie, sam fakt, iż w tak relatywnie prostej kwestii, jak zdeterminowanie po śladach na kościach, narzędzia jakim rozkawałkowano zwłoki popełnil pomyłkę, eliminuje jego każdą opinię jako podstawę ustaleń w procesie o morderstwo!
Takie same argumenty, jak powyżej odnoszą się do zmiany opinii biegłego, co do kwestii kiedy odcięto ofiarze nogę – zażyciowo jak stwierdził biegły podczas autopsji, czy przyżyciowo jak twierdził zeznając na Policji dwa lata po autopsji czy na rozprawie  trzy lata po autopsji.
 
Logika wskazuje, iż zmiany w opiniach biegłego wiązały się z postępami śledztwa i ustaleniami prokuratury i  jest to jedyne racjonalne i logiczne wjaśnienie tych zmian opinii.
Np. Dopiero po ustaleniu prokuratury, iż jeden z podejrzanych dysponował piłą mechaniczną – dwa lata po autopsji, biegły stwierdził, że ciało rozkawałkowano piłą.
Dopiero, kiedy prokuratura miała zeznanie, iż domniemanej ofiarze morderstwa odcięto nogę przyżyciowo, biegły zmienił opinię i twierdził wbrew opinii podczas autopsji, że nogę odcięto przyżyciowo .
Taka sama ewolucja znalezisk i opinii z autopsji, dotyczy jednego strzału do ofiary opisanego powyżej. Po ustaleniu prokuratora Jasińskiego, że domniemana ofiara Tomasz S. nie był nigdy postrzelony, stary postrzał w żuchwę zamienił się w zeznaniach biegłego w drugi postrzał w chwili śmierci. Nikt jak dotąd nie wyjaśnił jak było to możliwe, że ten postrzal nie pozostawił śladu wlotu na tkance miekkiej, a wynika to wprost z opinii biegłego podczas oględzin na miejscu wydobycia, z opinii z autopsji, jak również z opinii antropologicznej. Jak dotąd ludzkość nie zna takiej broni, która nie naruszając tkanki miękkiej, penetruje tylko kość !
Z powyższych udokumentowanych w aktach sprawy faktów dotyczących nieetycznych i fałszujących dowody dzialań biegłego patologa A.Z. Gidzgiera, wynika jednoznacznie, iż stwierdzenie Ministra E. Zalewskiego, iż sąd meriti „ Na ten błąd baczną uwagę zwrócił ... wyjaśniając w sposób przejrzysty i logiczny przyczyny jego popełnienia...” nie ma żadnego pokrycia w faktach.

Oburzajace i noszace znamiona przestepstwa jest stwierdzenie prokuratora E.Zalewskiego, iz Krzysztof A. prowadzil "dzialalnosc przestepcza" w Suwalkach. Krzysztof A prowadzil w Suwalkach dzialalnosc gospodarcza i ani nie byl podejrzany w zwiazku z jakimkolwiek przestepstwem ani tym bardziej uznany winnym przez sad. Natomiast w sprawie o domniemane zabojstwo Tomasza S. nie postawiono oskarzonym zarzutu przynaleznosci do zadnej zorganizowanej grupy przestepczej, czy grupy A (sic!) do ktorej mial przynalezec moj brat. Taki stek lgarstw  w oficjalnym pismie do Senatu RP jest niedopuszczalny i swiadczy o kompletnej bezkarnosci prokuratury, ktora nie tylko zamiata pod dywan przestepstwa prokuratorow prowadzacych sledztwo w tej sprawie, ale aby sie oczyscic nie waha sie przed bezpodstawnym oczernianiem i pomawianiem skazanych.

Pismo moje napisałam z głębokim przekonaniem, iż dowody nieprawidłowości i fałszerstw w tym śledztwie, które nigdy nie były w większości  poddane ocenie sądów rozpatrujących te sprawę w ogóle, zostaną w końcu po raz pierwszy ocenione rzetelnie, zgodnie z prawem, zasadami logiki, wiedzy i doświadczenia życiowego. Zamiast oczekiwanej rzetelnej oceny merytorycznej podniesionych zarzutów, które w konsekwencji doprowadziły do skazania 5 oskarżonych, w tym Jacka Wacha na kare dożywocia, zostało  to użyte jako argument do zignorowania okoliczności i zarzutów w moim piśmie, ponieważ “powielałam argumentacje” używaną w środkach odwoławczych, a te były przecież przedmiotem oceny rożnych instancji sądowych i w konsekwencji Sąd Najwyższy oddalił kasację jako oczywiście bezzasadną, a to pozwala stawiać tezę, o bezzasadności zarzutów stawianych w moim piśmie.
 
Gdyby prawdą była nieomylność Sądu Najwyższego, która usprawiedliwiałaby  zignorowanie i nie odniesienie się do moich zarzutów, nie byłoby spraw ocenionych przez ten Sąd, a wygranych w ETPC. Nie byłoby też w k.p.k przewidzianej możliwości kasacji nadzwyczajnej.
 
Ponadto  wbrew twierdzeniom  Ministra E. Zalewskiego, iż Sad Najwyższy “...przyjął,  ze Sąd Apelacyjny dokonał błędnej oceny dowodu z przeprowadzonego eksperymentu procesowego w miejscu zamieszkania Krzysztofa A., a nadto tenże sad winien był podać, czym się kierował wydając wyrok oraz dlaczego uznał zarzuty i wnioski apelacji za niezasadne.
Pozostałe zarzuty kasacji zdaniem Sądu Najwyższego nie zasługiwały na uwzględnienie...”
to faktycznie Sąd Najwyższy uznał wiele innych fundamentalnych zarzutów kasacji.

Rzeczywiście Sąd Najwyższy przyjął, iż tak Sąd meriti, jak SA błędnie oceniły przeprowadzony eksperyment procesowy. O tak lekko potraktowanym przez autora odpowiedzi eksperymencie, szkoda że autor nie dodał, czego dotyczył ten eksperyment i jakie były konsekwencje dla oskarżonych, tego „błędu” sądow!
 
Sąd Najwyższy  - uzasadnieni wyroku:
„... Błędna ocena eksperymentu procesowego stanowi rażące naruszenie art.211 Kpk w zw. z art. 7 Kpk, które mogło mieć istotny wpływ na treść wyroku, gdyż dowód z omawianych wyjaśnień Jarosława R. został oceniony przez Sądy I i II instancji jako w pełni wiarygodny i stanowił podstawę ustaleń faktycznych w zakresie odpowiedzialności...Jacka W...Z protokołu eksperymentu w sposób oczywisty wynika, iż Jarosław R. nie mógł słyszeć rozmowy...prowadzonej przez Krzysztofa A. z Jackiem W...”

Ponadto Sąd Najwyższy uznał, iż:
“...Trafny jest również zarzut rażącej obrazy art. 457 &  3 kpk. Apelacje...kwestionowały wiarygodność dowodów obwiniających skazanych, w tym głownie podstawowego z wyjaśnień Jarosława R. ..Sąd Apelacyjny wbrew wywodom apelacji uznał te wyjaśnienia za w pełni wiarygodne...stwierdzając, że o winie Jacka W świadczą głównie zeznania Jarosława R. Przedstawiony fragment uzasadnienia dowodzi powierzchownej kontroli apelacyjnej i to nie tylko z uwagi na błędną ocenę eksperymentu …

Sąd Apelacyjny  zgodnie z art. 433 & 2 kpk w zw z art. 457 & 3 kpk winien ponownie ocenić zarzuty apelacji kwestionujące wiarygodność pozostałych dowodów obciążających skazanych, mianowicie zeznań świadków...”
i tutaj Sąd Najwyższy wymienia nazwiska 12  głównych  świadków oskarżenia, które były podstawą fundamentalnych ustaleń o winie i sprawstwie oskarżonych.
Twierdzenia więc autora odpowiedzi, że SN uznał tylko błędną ocenę eksperymentu procesowego – bez nawet napomknięcia, iż właśnie na podstawie tej błędnej oceny eksperymentu, dowód z tego eksperymentu był fundamentalnym w uznaniu winy Jacka W i innych, jest zwykłą kazuistyką i nierzetelną manipulacją, której celem było zdezawuowanie wagi moich zarzutów.

Sąd Najwyższy swoim wyrokiem, podważył wszystkie dowody z zeznań głównych świadków co do sprawstwa i winy, przeprowadzonych przez sąd meriti i jak zacytowałam powyżej bardzo krytycznie odniósł się do jakości ustaleń sądu meriti i kontroli apelacyjnej !
Natomiast co do identyfikacji ofiary NN Sąd Najwyższy uznał dowody przeprowadzone przez sąd meriti za prawidłowe.
 
Sąd Najwyższy nie zapoznał się rzetelnie z zarzutami, które “powieliłam”  z tego powodu w moim piśmie. Wynikało to najprawdopodobniej z założenia, iż takie machlojki i fałszerstwa są niemożliwe i nie zdarzają się w praworządnym kraju europejskim. Fakt, ze SN nie  rozważył tych zarzutów rzetelnie wynika wprost z uzasadnienia wyroku.
 
SN stwierdza, ze zarzuty dotyczące rozbieżności w opisach uzębienia NN I Tomasza S. rozstrzygają wpisy w więziennej książeczce zdrowia ofiary. Tego porównania uzębienia NN z wpisami dentystycznymi domagał się Jacek W od początku śledztwa, składając wnioski dowodowe. Tak prokuratura, jak później Sąd merit i Sąd Apelacyjny twierdziły, że akta nie zawierają książeczki zdrowia Tomasza S. Jakimś cudem odnalazł ją w aktach Sąd Najwyższy. A więc i prokuratura i sądy, przed wyrokiem SN mijały się z prawdą twierdząc, że nie ma w aktach tej książeczki.  Czy to ukrywanie istnienia tego dokumentu wynikało z faktu, iz wpisy dentystyczne są  z niej usunięte  - wyrwane . Przez kogo? Powoływanie się SN na wpisy, które zostały zniszczone jest bez sensu. Coś co nie egzystuje nie może być dowodem.

Nie jest też zgodne z logika, doświadczeniem życiowym i zdrowym rozsądkiem odniesienie się SN do zarzutu, iż do ofiary NN oddano w chwili śmierci jeden strzał, a nie dwa, jak fałszywie stwierdzał na pózniejszym etapie śledztwa i na rozprawie biegły A.Z.Gidzgier..
“...Niezrozumiały jest wywód obrońcy Jacka W, że w opinii biegłego Zygmunta Gidzgiera wynika, iż w okolice głowy oddano jeden strzał. Biegły z zakresu medycyny sądowej Zygmunt Gidzgier na rozprawie w dniu 25 marca 2003 zaopiniował, że oddano co najmniej dwa strzały w głowę pokrzywdzonego. Biegły wyjaśnił, ze podczas oględzin znalezionej w jeziorze czaszki zauważył ranę wlotową  i wylotową. Potem przesłano czaszkę do Akademii Medycznej w Poznaniu, gdzie dokonano maceracji (usunięcie tkanki miękkiej) i wówczas stwierdził obrażenia postrzałowe w okolicy  twarzo - czaszki tj. żuchwy (wcześniej ujawnił postrzał w potylicę). Przy czym ślady krwotoku świadczyły o tym, iż rany postrzałowe były przeżyciowe...”

Ta argumentacja Sądu Najwyższego pozbawiona jest logiki. Jeżeli przy oględzinach i autopsji biegły widział i opisał jeden postrzał w potylicę i żadnego innego postrzału nie stwierdził, to oznacza to, iż tego postrzału  zwyczajnie nie było, chyba, że alternatywą  jest totalna niekompetencja biegłego A.Z.Gidzgera i niemożliwość zaobserwowania i opisania stanu szczątek podczas oględzin i autopsji. A taka alternatywa tym bardziej wyklucza opinię biegłego, jako zródlo wiedzy fachowej sądu w sprawie o morderstwo.
Fakt, że po usunięciu tkanki miękkiej odkryto drugi postrzał, wskazuje wprost na niezaprzeczalny, empiryczny fakt, że był to stary zabliźniony postrzał, a więc nie mógł powstać przyżyciowo i dlatego biegły go nie widział i nie opisał w protokołach oględzin i autopsji. Tego drugiego postrzału nie opisała też biegła antropolog, opisując obrażenia i stan czaszki przed usunięciem tkanki miękkiej.
 
Nie jest też prawdziwe stwierdzenie SN, iż po maceracji biegły stwierdził obrażenia postrzałowe w okolicy żuchwy. Biegły A.Z.Gidzgier nigdy nie oglądał czaszki po maceracji i nie miał możliwości stwierdzenia czegokolwiek, ponad to co stwierdził w protokole oględzin i w protokole autopsji, kiedy dysponował dowodową czaszką.

Ostatnie zdanie w argumentacji SN nie jest zgodne ze stanem faktycznym. Biegły nie zaobserwował i nie opisał, ani w protokole oględzin, ani w protokole autopsji, żadnego krwotoku w okolicy żuchwy, który to krwotok miałby wskazywać na przeżyciowy postrzał w chwili śmierci. Tkanka miękka żuchwy była zachowana ( tak jest opisana w protokole oględzin, protokole autopsji i w opinii biegłej antropolog o stanie czaszki przed maceracją) i żadnych obrażeń mechanicznych, czy tym bardziej krwotoków biegli nie  zaobserwowali i nie opisali. Biegły  A.Z.Gidzgier bardzo uważnie obejrzał żuchwę w miejscu odkrytego po maceracji postrzału. Wskazują na to sporzadzone protokoły - opis brak zęba  -6, zębodół zarośnięty, a także zaobserwowane czy wyczute złamanie żuchwy w  miejscu odkrytego po maceracji postrzału. Nie ma więc żadnych dowodów czy racjonalnych przesłanek, iż postrzał w żuchwę, był postrzałem w chwili śmierci ofiary.
 
Równiez fakt, iż prokurator Jasiński przepytywał rodzinę i znajomych Tomasza S. czy ten był w przeszłości postrzelony, wskazuje, że w chwili śmierci oddano jeden postrzał do ofiary.

Zeznania  biegłego pod koniec śledztwa i podczas rozprawy, iż do ofiary oddano dwa strzały w chwili śmierci  wskazują dobitnie, że biegły fałszywie zeznawał. Twierdzenie, że do ofiary oddano dwa strzały w chwili smierci, pozwoliło ukryć fakt, że ofiara NN była postrzelona w przeszłości i fałszywie uznać szczątki NN za szczątki Tomasza S, który nigdy nie był postrzelony, o czym prokurator wiedział.

Sad Najwyższy wypowiadając się na temat opinii DNA i opinii antropologicznej (tylko drugiej) powtórzył verbatum uzasadnienie SA. Jakimi błędami obarczona jest ta ocena przedstawiłam powyżej.
 
Sad Apelacyjny w Białymstoku, rozpatrując sprawę ponownie po wyroku Sądu Najwyższego zignorował kompletnie zarzuty dotyczące ustalenia tożsamości znalezionych szczątków NN, wbrew dyspozycji art. 457 § 3 k.p.k. w zw. z art. 443 § 2 k.p.k.  argumentując, iż Sąd Najwyższy nie miał co do tego żadnych wątpliwości. Brak watpliwości ze strony SN, nie zwolniał SA z obowiązku odniesienia się do wszystkich zarzutów apelanta.
Ponowna kasacja “powielająca” te same zarzuty, ponieważ Sąd Apelacyjny  nie zrealizował nawet jednego ze wskazań Sądu Najwyższego jak obliguje art. 443 § 2 k.p.k. została uznana przez  Sąd Najwyższy za oczywiście bezzasadną.
 
 Dla zwykłego zjadacza chleba uznanie tej kasacji za oczywiście bezzasadną jest niezrozumiałe i zwyczajnie niesprawiedliwe. Sąd Apelacyjny nie tylko nie zweryfikował zeznań świadków, ale nawet nie usunął ustaleń Sądu meriti z rzekomo podsłuchanej rozmowy, który to dowód swoim wyrokiem usunął Sąd Najwyższy. W uzasadnieniu SN poświęcił temu dowodowi 2,5 strony w 13 stronicowym wyroku. Sąd Apelacyjny w wyroku po kasacji poświecił temu dowodowi pół zdania!, podtrzymując wbrew logice wszystkie ustalenia poczynione z nieistniejącego po wyroku SN dowodu!
 Jest oczywistym, iż zarzuty pierwszej kasacji są powielone w drugiej kasacji. Jak wiec ten sam sąd uznał  w pierwszej kasacji te zarzuty za zasadne, a działania sądów za oburzające łamanie prawa, a w drugiej kasacji uznał je za bezzasadne?

 Argumenty Ministra E.Zalewskiego, iż sprawa ta była również "badana" na podstawie mojego zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstw m.in dotyczącego prokuratora Piotra Jasińskiego, biegłego A.Z.Gidzgiera i innych jest również bezpodstawna. Badanie to wyglądało dokładnie tak samo jak badanie zarzutów w moim piśmie przez Ministra E.Zalewskiego.
 Po złożeniu tego zawiadomienia do Ministra Sprawiedliwości Z. Ćwiąkalskiego, przesłano je do Prokuratury Apelacyjnej w Białymstoku,  a pózniej  rozpatrywała je Prokuratura Rejonowa w Kolnie.
 
Rozpatrywała – to jest określenie mocno na wyrost i nie oddaje ani na jotę faktycznego losu moich zawiadomień. Na bieżąco w roku 2008 składałam skargi dotyczące tych czynności, czy raczej bezczynności i łamania prawa przez Prokuraturę w Kolnie do ówczesnego Prokuratora Generalnego Pana Ćwiąkalskiego. Nie rozpisując się, Prokuratura ta “poinformowała” mnie, że nie rozpocznie śledztwa w sprawie, przy czym “informacja” dotyczyła tylko jednego zawiadomienia, a ja złożyłam dwa. Nadto  nie przesłano postanowień prokuratora ani mnie ( bo nie jestem pokrzywdzona!) ani pokrzywdzonemu Jackowi W ( tu bez powodu, na druku postanowień pozycję – przesłać pokrzywdzonemu po prostu skreślono). Nie zostaliśmy też pouczeni, tak brat jak i ja  zgodnie  dyspozycją art. 305 & 4  o przysługujących nam uprawnieniach. Konsekwencją było nie przyjęcie zażalenia na te decyzje Prokuratury w Kolnie, z powodu nie dotrzymania terminu. Powyżej przedstawione fakty  wskazuje dobitnie, iż zawiadomienia te nie zostały w istocie rzeczy potraktowane poważnie i z należytą tak poważnym zarzutom - uwagą i rzetelnością. A Prokuratura w Kolnie nawet nie czuła się zobligowana do przestrzegania kpk.
 
Osobiście zgłosiłam się w Prokuraturze Rejonowej w Kolnie, gdzie  na moja prośbę nie otrzymałam  postanowienia, nie chciano też udostępnić mi akt sprawy, w końcu pozwolono mi obejrzeć akta. Akta ta zawierają słownie dwa dokumenty! ( nie licząc moich dwóch obszernych zawiadomień). Pierwszy dokument to lakoniczne zapytanie do Prokuratury Rejonowej w Olsztynie, czy takie śledztwo było prowadzone, drugi dokument to odpowiedz z Prokuratury Rejonowej Południe w Olsztynie informujące, iż to śledztwo prowadziła Prokuratura Rejonowa  Północ w Olsztynie. I na tym Prokuratura w Kolnie zakończyła czynności sprawdzające dotyczące jednego zawiadomienia. W sprawie drugiego zawiadomienia akta nie zawierają żadnego dokumentu.
 
Na jakiej wiec podstawie Prokuratura w Kolnie doszła do ustalenia, ze kilkadziesiąt zarzucanych przestępstw nie miało miejsca, trudno wywnioskować, bo jak wynika z akt sprawy, żadnych czynności sprawdzających nie przeprowadzono. Brak jest też uzasadnienia tej decyzji.
 
Powoływanie się przez Ministra E. Zalewskiego na ustalenia Prokuratury w Kolnie zakrawa wręcz na farsę, zważywszy, iż o “rozpatrywaniu”, które  po krótce opisałam powyżej informowałam i składałam na nie skargi do Ministerstwa Sprawiedliwości. Jeżeli autor odnalazł w Ministerstwie akta dotyczące “rozpatrywania” moich zawiadomień w  Prokuraturze w Kolnie, to rzetelność nakazywała zapoznanie się chociażby pobieżne, także z moimi skargami dotyczącymi tego „rozpatrywania” i jakością tego „rozpatrywania”.
 
Minister E.Zalewski
Konkludując, odpowiedz Ministra Edwarda Zalewskiego, na oświadczenie Pana Senatora to dużo sofistyki, skaładanka i manipulacja wyrwanymi z  kontekstu  mini-urywkami wybranymi z wyroków i brak odniesienia merytorycznego do jakiegokolwiek z zarzutów, czy pytań w moim piśmie.
 
 Pomimo formalnej proklamacji zasady kontradyktoryjności i zagwarantowania tej zasady w Konstytucji i ustawami, w istocie prokurator i sąd działały w nieetycznie i niemoralnie  przez nich rozumianym interesie wymiaru sprawiedliwości, w którym ważna jest przede wszystkim efektywność ścigania, a nie poszukiwanie prawdy.
 
 I tak w przypadku sprawy mojego brata interesem prokuratora, nie było, dążenie do ustalenia prawdy o okolicznościach zabójstawa NN, zalezienie winnych i udzielenie sądowi pomocy w dotarciu do prawdy w celu wydania sprawiedliwego wyroku, ale rozwiązanie i zamknięcie sprawy aktem oskarżenia, stosując „skróty”, na które składają się również łamanie prawa, niedbałość w stosowaniu procedur, czy zwykłe fałszerstwa, oskarżanie niewinnych itp.

 Następnie, również sądy  nie dążyły do ustalenia  prawdy i wydania sprawiedliwego wyroku, a nierzetelną, nieetyczną i arbitralną oceną dowodów przedstawionych przez prokuraturę nie ustaliły prawdy, a więc wyroki nie były sprawiedliwe.

Takie procedowanie sądów, de facto zagwarantowało organom ścigania, a w szczególności prokuratorom, w tym prokuratorowi Piotrowi Jasińskiemu i biegłym – A.Z.Gidzgierowi, Dorocie Lorkiewicz i innym całkowitą bezkarność, w przypadku gdy dowody przez nich przedstawione nie miały nic wspólnego z obiektywną prawdą, były „naciągane” lub wręcz fałszowane. Sądy  z pełną świadomością pomagały ukryć fałszerstwa i błędy prokuratora Piotra Jasińskiego.
 
 Kontrola sądowa, nawet przez kilka instancji sądowych, nie jest więc rękojmią, iż sąd ustalił prawdę i wydał sprawiedliwy wyrok.
 
 Dopóki nie zostaną wyjaśnione podniesione w moim piśmie błędy, niedociągniecia, mijanie się z prawdą i wręcz fałszerstwa prokuratora Piotra Jasińskiego i biegłych, a w szczególności biegłego medyka A.Z.Gidzgiera, dopóty powoływanie się na wyroki sądowe pozostanie kazuistyką i sofistyką, ponieważ sądy nigdy nie odniosły się do tych zarzutów, a jeżeli  się odniosły,  to z pominięciem zasady obiektywizmu i dokonały ustaleń faktycznych tylko na podstawie nielicznych, tych najmniej kontrowersyjnych dowodów, poprzez wybiórcza ich ocenę, jak przedstawione i omówione powyżej dowody dotyczące identyfikacji NN.

Dlaczego śledztwo Prokuratury Apelacyjnej w Gdańsku w sprawie uchybień prokuratora Piotra Jasińskiego i biegłego A.Z.Gidzgiera i innych w sprawie porwania Krzysztofa Olewnika jest uzasadnione, a mój brat nie może doprosić się wyjaśnienia w sprawie ewidentnych manipulacji, fałszerstw i innych uchybień tego prokuratora?
 Czy „sprawiedliwość”  w Polsce działa tylko w sprawach tych, którzy mają pieniądze? Czy też w sprawach, którymi zajęły się media?

 Czy honor, uczciwość, etyka i zwykłe poczucie przyzwoitości, o które prosimy to pojęcia obce i niezrozumiałe  już w Polsce? Wspominanie o obowiązującym w Polsce prawie juz nawet nie ma sensu, bo takowe nie było przestrzegane w postępowaniu w tej sprawie od początku, już w śledztwie.

 Szanowny Panie Senatorze, proszę o ponowne zwrócenie się do Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego o wyjaśnienie i ustosunkowanie się do Pana Senatora oświadczenia i mojego pisma. Składanka wyrwanych z kontekstu urywków wyroków, bez odniesienia się kompletnie do meritum mojego pisma nie jest żadną odpowiedzią, a kolejnym uchylaniem się od takowej, przy użyciu manipulacji, sofistyki i kazuistyki jak to wykazałam powyżej. 

« powrót

Dodaj nowy komentarz