Blog Grażyny Romanowej

PROCEDER CZY PRECEDENS? OFIARA ZABÓJSTWA MIAŁA DWA CIAŁA - USTALILI ŚLEDCZY OLSZTYŃSCY

2015-09-21 11:22:50, komentarzy: 0
17 sierpnia w radio i prasie lokalnej i ogólnopolskiej podano informację o odnalezieniu w lesie pod Olsztynem ciała „członka grupy przestępczej działającej m.inn. na terenie Suwałk“. Jest nim Tomasz S.
 
Prokurator Rejonowy w Olsztynie Arkadiusz Szwedowski poinformował PAP, iż „prokuratura zajęła się sprawą morderstwa sprzed 15 lat...Wykonaliśmy już ekspertyzy DNA i opinię z zakresu śladów linii papilarnych. Opinie te potwierdziły tożsamość zamordowanego…”  Prokuratura “…dotarła już także do sprawcy morderstwa…Sąd w piątek zdecydował o zastosowaniu wobec niego aresztu na 3 miesiące". Interia .pl informację tę zatytułowała  “Po 15 latach aresztowano sprawcę zabójstwa”
 
Sama informacja prokuratury olsztyńskiej nie zawiera żadnych nadzwyczajnych czy zaskakujących faktów. Sprawni śledczy zajęli się morderstwem, zidentyfikowali ofiarę, dotarli do podejrzanego o morderstwo, (którego prokurator nazwał naruszając zasadę domniemania niewinności „sprawcą“) i mają go pod kluczem. Tyle tylko, że dokładnie 15 lat temu, ta właśnie prokuratura zajmowała się znalezionymi w tej samej okolicy szczątkami ludzkimi. 15 lat temu także na podstawie badań DNA, a także dodatkowo dwóch badań antropologicznych (wykonanych przez dr Dorotę Lorkiewicz z AM w Poznaniu) ta sama prokuratura zidentyfikowała tożsamość zamordowanego i był to również Tomasz S. (!)
 
Co wiecej do tego samego „sprawcy morderstwa“ Wiesława S. ta sama prokuratura dotarła już raz 15 lat temu, jak  i do trzech innych sprawców.  Sądy 11 lat temu skazały tych 3 sprawców i sprawcę Wiesława S. za porwanie i zabójstwo Tomasza S. Jeden ze skazanych odbywa karę dożywotniego więzienia. Pozostali trzej skazani, w tym de novo "wykryty sprawca“ Wiesław S.,  odbyli kary, lub zostali warunkowo zwolnieni.  Ustalenia prokuratury olsztyńskiej 15 lat temu i obecnie dowodzą jednoznacznie, iż bilokacja ciała Tomasza S. jest faktem potwierdzonym przez naukowców;  badaniami DNA,  badaniami antropologicznymi i daktyloskopijnymi. 
 

Tydzień póżniej prokuratura podaje do wiadomości publicznej, iż wyrok dożywotniego więzienia za zabójstwo sprzed 15 lat może odbywać niewłaściwa osoba. Prawdopodobnie błędnie też ustalono tożsamość zwłok. To precedens w skali kraju.
 
Poniżej geneza tego procederu,  eufemistycznie nazwanego precedensem
czyli raz dwa, trzy winny jesteś ty...
 
W sierpniu 1999 roku w okolicach Olsztyna, letnicy znaleźli na brzegu jeziora torbę plastikową z czaszką ludzką. Kilka dni póżniej Policja przeszukała jezioro i znalazła część rozkawałkowanych szczątków ludzkich – jedno lub dwa podudzia i dwie dłonie. Śledztwo prowadził asesor Prokuratury Rejonowej w Olsztynie Piotr Jasiński.  Policja i prokuratura już w pierwszych dniach śledztwa założyła, że czaszka i część rozkawałkowanych szczątków, to zaginiony wiosną tego roku mieszkaniec  Suwałk, Tomasz S.
 
Z tym założeniem wiązało się również wytypowanie podejrzanych, a byli nimi Krzysztof  A., Jarosław R., Damian D., Marek J., Wiesław S., Jacek W. i 6 innych mężczyzn. Wszyscy podejrzani byli w przeszłości karani;  za kradzieże samochodów, włamania, przemyt papierosów i alkoholu. Nazywali siebie złodziejami. Jacek W. jest moim bratem.
 
Hipoteza asesora Jasińskiego opierała się na następujących przesłankach:
Ø   Tomasz S. był podejrzany o podłożenie bomby w domu Krzysztofa  A. Podczas wybuchu stracił on nogę.
Ø   W miejscowości Pluski kilka kilometrów od miejsca znalezienia ciała, mieszkał kolega  Jacka W., Wiesław S.
Ø Była żona Jacka W. miała przelotny romans z Tomaszem S.
 
W pierwszych dniach, czy nawet tygodniach śledztwa hipoteza ta była logiczna i zasadna.
 
Patomorfolog A.Z.Gidzgier przeprowadził 27 września autopsję czaszki i w protokole opisał jeden śmiertelny postrzał - w potylicę. Zdeterminował również, po śladach na kręgach szyjnych, iż głowa została oddzielona od reszty ciała przy użyciu siekiery lub topora. 3 września biegły przeprowadził autopsję dłoni i podudzi znalezionych po przeszukaniu jeziora. W protokole autopsji opisał dwie dłonie i dwa podudzia. Z dwóch podudzi pobrał próbki do badań DNA. Doktor Gidzgier opisał podudzia jako masywne, bardzo mocno owłosione i stwierdził, iż ofiara była otyła. Na podudziach nie zaobserwował żadnych znaków szczególnych jak znamiona, blizny czy tatuaże.
 
Na początku pażdziernika, kiedy prokuratura nie zidentyfikowała jeszcze ofiary (badania indentyfikacyjne zakończono 15 marca następnego roku) Policja rozpoczęła działania operacyjne pod kryptonimem - nomen omen - „Czacha”, którymi objęto wszystkich podejrzanych.
 
W celu zidentyfikowania ofiary, Piotr Jasiński zlecił biegłej antropolog odtworzenie przypuszczalnego wyglądu twarzy osoby, której czaszkę znaleziono. Biegła dr hab. Dorota Lorkiewicz po oczyszczeniu czaszki z tkanki miękkiej, odkryła w żuchwie otwór po postrzale. Miejsce, w którym był ten otwór opisane jest w protokołach oględzin, autopsji, a także w protokole stanu czaszki przed badaniami antropologicznymi, jako zabliźniony zębodół -6. Całkowicie zagojony otwór po postrzale w dziąśle po prawej stronie żuchwy oznaczał, iż ofiara była postrzelona w twarz przynajmniej kilka miesięcy przed śmiercią, a więc miała zdeformowaną prawą dolną część twarzy blizną po postrzale.  Odtworzony przez antropolog (data opinii 18.10.1999r.) przypuszczalny wygląd ofiary nie uwzględniał uszkodzenia i zniekształcenia twarzy postrzałem.  Odtworzony wizerunek, ani na jotę nie przypominał Tomasza S.
 
Policja w Suwałkach jesienią 1999r przepytywała rodzinę i znajomych Tomasza S. czy był on w przeszłości postrzelony w twarz. Zabliźnione dziąsło żuchwy w miejscu postrzału eliminowało definitywnie założenie, iż ofiarą jest Tomasz S. Nie był on nigdy postrzelony.
 
Po otrzymaniu opinii antropologicznej śledztwo utknęło w martwym punkcie. Przez dwa miesiące jedyną istotną czynnością było włączenie do akt sprawy (20.11.1999r.) protokołów oględzin na miejscu znalezienia czaszki i reszty znalezionych szczątków i protokołów autopsji. Dokumenty te niezgodnie z przepisami przetrzymywał gdzieś asesor Jasiński przez niemal 3 miesiące. W protokole oględziń podudzi i dłoni opisane jest znalezienie jednego podudzia, a protokól nie jest podpisany przez medyka sądowego A.Z. Gidzgiera.
 
To pomiędzy 18 pażdziernika 1999r. a 13 grudnia 1999r. przełożeni asesora Jasińskiego w Prokuraturze Okręgowej i Apelacyjnej łamali sobie głowy, co teraz począć. Nie podlega dyskusji, iż doskonale wiedzieli, że ofiarą nie jest Tomasz S. Dlaczego  decydenci na jakimś szczeblu hierarchii prokuratury zdecydowali dać asesorowi zielone światło na kontynuowanie śledztwa w sprawie zabójstwa Tomasza S., czyli de facto na fałszowanie identyfikacji ofiary i sfabrykowanie dowodów zabójstwa, do dzisiaj nie wiadomo.
 
13 grudnia 1999r. asesor zlecił badanie porównawcze DNA szczątków z profilami DNA matki i siostry Tomasza S.  W postanowieniu zlecającym badania P. Jasiński określił zakres badań - czy NN jest   “bliskim krewnym” tych kobiet. Dlaczego asesor nie chciał się dowiedzieć - czy NN jest synem i bratem badanych kobiet? Zgodnie z  zakresem badań biegli genetycy - prof. dr hab Witold Pepiński i dr hab. Jerzy Janica z AM w Białymstoku  - 1 lutego 2000r przedstawili opinię DNA zawierającą literalnie dwa zdania. Drugie zdanie opinii – „badane szczątki to bliski krewny badanych kobiet“. Biegli doskonale zrozumieli intencje i potrzeby asesora i nie wykonali obliczeń statystycznych, a więc nie doprecyzowali jak „bliskim“ krewnym badanych kobiet jest NN.
 
Śledczy nie był jednak zachwycony opinią genetyków i zdecydował, iż potrzebuje twardszych dowodów. Natychmiast zlecił następną ekspertyzę identyfikacyjną - drugą opinię antropologiczną. Tym razem zlecił odtworzenie wyglądu osoby (?). Ta sama biegła dr hab. Dorota Lorkiewicz odtwarzała wygląd osoby metodą Super Projekcji, czyli nakładała zdjęcia twarzy Tomasza S. na zdjęcia czaszki. Ta powszechnie stosowana metoda identyfikacji, w rękach dyspozycyjnego i nieuczciwego naukowca, może zamienić się w niebezpieczne narzędzie fałszowania prawdy. I tak było w tym przypadku.  Czaszka miała np. wyraźny tyłozgryz, podczas gdy Tomasz S. miał prawidłowy zgryz, znacznie różnice miały też -  kształt czoła, brody, łuków brwiowych, masywność budowy kostnej itd, co ewidentne widać na nakładanych zdjęciach. Laik oglądający poszczególne etapy projekcji może zaobserwować, jak kontury poszczególnych elementów twarzy Tomasza S. i czaszki diametralnie nie pasują do siebie. Nawet zasłanianie czoła i łuku brwiowego czaszki domalowanymi przez biegłą kosmykami włosów, nie ukryło różnić. Biegła stwierdziła, iż ma 100% pewność, że  czaszka należy do Tomasza S. Opinię tę sporządziła 15 marca 2000r.
 
Pierwsze 7-8 miesięcy pracy asesora Jasińskiego i Policji olsztyńskiej trudno, nawet przy najlepszych chęciach nazwać śledztwem.  Od 24 sierpnia 1999r – dnia w którym znaleziono czaszkę do 15 marca 2000r – dnia otrzymania przez prokuraturę ostatniej ekspertyzy identyfikacyjnej znalezionych szczątków – poza zlecaniem tychże ekspertyz identyfikacyjnych i oczekiwaniem na kolejne wyniki, prokuratura i Policja robiły literalnie zero (poza rozpracowywaniem podejrzanych w ramach operacji Czacha). Nie przeprowadzono nawet takich oczywistych i podstawowych czynności jak: przeszukanie terenu w okolicy znalezienia szczątków czy przesłuchanie mieszkańców Plusk. Ba, nawet zabezpieczonych podczas autopsji śladów biologicznych – włosów i śliny, czy odcisków palców jeszcze nie zbadano!  Dopiero, kiedy nareszcie śledczy uporał się z identyfikacją szczątków i udowodnił, iż należą do Tomasza S., śledztwo troszkę ruszyło.
 
8 miesięcy po zebraniu śladów biologicznych i odcisków palców, asesor Jasiński zlecił wykonanie ekspertyz.  8 miesięcy! Z włosów nie wyizolowano DNA genomowego i biegli zasugerowali badanie DNA mitriochondrialne, którego nigdy nie zrobiono. Innymi słowy jedyny dowód, które przeprowadzenie odpowiedziałoby na pytanie – czy podejrzani mieli coś wspólnego z tym zabójstwem – nie został przeprowadzony.
 
Natomiast badanie DNA śliny pozostawionej na workach wykazało, iż zostawiła ją kobieta. I tutaj prokuratura nie podjęła literalnie żadnych kroków, aby znaleźć tę kobietę zamieszaną w zabójstwo. Genetycy nie oznaczyli nawet jej profilu DNA (poza oznaczeniem płci). Odciski palców nie pasowały do żadnego z podejrzanych.
 
Prokurator Generalny twierdził w odmowie wywiedzenia kasacji w tej sprawie, że nieprzeprowadzenie dowodu mDNA z włosów było korzystne (sic!) dla oskarżonych!   Prokurator dba o korzyści oskarżonego?  Zaniechanie przeprowadzenia tego dowodu byłoby korzystne w przypadku, gdyby podejrzani popełnili zbrodnię. Jeżeli jej nie popełnili, zaprzepaszczona zostala jedyna szansa uprawdopodobnienia wykluczenia ich udziału, na podstawie materialnego dowodu.
 
W tej odmowie wywiedzenia kasacji PG twierdził też, że nie szukano kobiety, której DNA znaleziono na szczątkach ponieważ ...uwaga...nie było przecież kobiety wśród podejrzanych!
 
Wracając do śledztwa, latem 2000r, na polecenie prokuratury, Policja w Olsztynie poprosiła doktora A.Z.Gidzgiera o sprostowanie rozbieżności pomiędzy ilością podudzi w protokole oględzin i protokole autopsji. Biegły  posiłkując swoją pamięć materiałem zdjęciowym,  twierdził kategorycznie, że w jeziorze znaleziono dwa podudzia.
 
W lipcu 2000r decydenci Prokuratury Apelacyjnej w Białymstoku doszli do wniosku, że zadanie przerasta asesora P. Jasińskiego i przenieśli śledztwo do PO w Białymstoku. Nowym śledczym został prokurator Tomasz Kamiński.
 
Miał ten zabieg i praktyczne znaczenie. Tomasz S. mieszkał w Suwałkach. I to tutaj od czasu jego zaginięcia miasto trzęsło się od plotek, domysłów i spekulacji na temat jego losów. Miejscowa Policja i prokuratura świetnie znała to środowisko i wiedziała na kogo można liczyć w zdobyciu informacji, jakiego świadka przycisnąc, jakiego postraszyć i czym.
 
Scenariusz, który napisał prokurator T. Kamiński i który musiał poprzeć dowodami, wyglądał mniej wiecej tak. Jacek W. i jego kolega Krzsztof A. byli mózgiem planowanego zabójstwa. Krzysztof A. stracił nogę podczas wybuchu bomby podłożonej w jego domu. Ponieważ organy ścigania umorzyły śledztwo w tej sprawie i nie wykryły sprawców, prowadził on prywatne śledztwo i dowiedział się, że jego wspólnik, który winny był mu dużą sumę pieniędzy i Tomasz S. byii podejrzani o podłożenie tej bomby. Jacek W. pomagał mu w śledztwie i też miał motyw, ponieważ Tomasz S. miał romans z jego ex-żoną. 16 kwietnia 1999r. na zlecenie Krzysztofa A., Damian D.  i Marek J.  porwali Tomasza S. i przewieźli go w nieznane miejsce w Suwałkach lub okolicy, gdzie był torturowany. Po jakimś czasie przewieziono go w okolice Plusk pod Olsztynem, bo tam znaleziono szczątki. W te okolice przewieziono też metalową klatkę, którą zamówił Krzysztof S. u suwalskiego rzemieslnika dla psa rasy Amstaf, którego właśnie kupił. W Pluskach mieszkał znajomy Jacka W, Wiesław S. To właśnie ta znajomość i fakt, że Jacek W. odwiedzał go, pozwoliła prokuraturze uprawdopodobnić ten scenariusz, a  Wiesław S. został wytypowany jako drugi  zabójca.
 
Śledztwo w Suwałkach powoli się posuwało, prokurator nie miał problemu ze zdobyciem dowodów dotyczących części scenariusza, który opierał się na faktach jak np. zamówienie klatki, prowadzenie prywatnego śledztwa, oziębłe czy nawet wrogie nastawienie podejrzanych do Tomasza S., etc. Co do reszty scenariusza, z dziesiątków zeznań z plotek i spekulacji  od biedy można było wyprodukować parę poszlak.
 
Dopiero po przejęciu śledztwa przez prokuraturę w Białymstoku przeszukano - po roku od rozpoczęcia śledztwa okolice znalezienia szczątków i posesję Wiesława S. Przesłuchano też część mieszkańców Plusk. Ani przeszukania, ani przesłuchania nie wniosły nic, co mogłoby wiązać tę okolicę z  zaginięciem, a tym bardziej zabójstwem Tomasza S. Zabezpieczonej w domu Wiesława S. piły nie zbadano i nie zabezpieczono ewentualnych śladów zabójstwa.
 
Prokurator nie miał żadnego zeznania i żadnego dowodu, że ofiarę i klatkę przewieziono w okolice Olsztyna. Wszystkie plotki i spekulacje „na mieście“ dotyczyły różnych miejsc w Suwałkach i okolicy, a tu ciało znaleziono pod Olsztynem. W grudniu 2000r. prokurator w myśl starej sprawdzonej komunistycznej zasady, iż nie ma niewinnych, są
tylko źle przesłuchiwani, zajął się jednym z podejrzanych, Jarosławem R. Był on młody, podatny na manipulacje i zbliżały się
też święta Bożego Narodzenia. 21 grudnia prokurator przesłuchał Jarosława R. Pokazał przesłuchiwanemu postanowienie o przedłużeniu aresztu, którego podstawą miały być zeznania Jacka W. obciążające Jarosława R. Takich zeznań nie było, ale skąd miał to wiedzieć przesłuchiwany? Prokurator rzucił marchewkę i obiecał też, iż jeżeli złoży zadowalające zeznania to uchyli mu areszt.
 
Jarosław R. złożył zeznania obciążające Krzysztofa A., Jacka W. i Wiesława S., a co najważniejsze zeznał, iż Tomasz S. był przetrzymywany w klatce w okolicach Plusk i tam został zabity. Według tych zeznań po dwóch, trzech dniach od zaginięcia Tomasza S. (16 kwietnia), podsłuchał rozmowę Krzystofa A. z Jackiem W., z której wynikało, iż Tomasz S.  i nie żyje. Jacek W. powiedział „ co miałem robić, spał z moją żoną“. A po jakimś czasie twierdził też, że Jacek W. powiedział, że zabił ofiarę Wiesław S. „bo przeholował“. Jaroslaw R. Boże Narodzenie 2000r. spędził w domu, a prokurator umorzył śledztwo co do jego udziału w zabójstwie.
 
Teraz prokurator potrzebował juz tylko zeznań kogoś z okolic Olsztyna, kto widział tam zabójców. W styczniu 2001r, po zeznaniach Jarosława R. prokurator osobiście pojechał do Plusk przesłuchać Jerzego B., ojczyma Wiesława S., którego dziwnym trafem nie przesłuchano latem 2000r.
 
Jerzy B. opowiedział, iż słyszał „od kwietnia do czerwca” dwa strzały.  W tym czasie, pasierb udał się do lasu
 z piłą mechaniczną i kolegą Romualdem W. Po około 2 godzinach przynieśli drewno z lasu i załadowali je do bagażnika samochodu R.W. Tego dnia świadek nie widział ani Jacka W., ani Damiana D., ani innych podejrzanych w Pluskach, natomiast twierdził, iź byli jacyś mężczyźni na posesji. Prokurator nie dopytywał jacy. Ojczym Wiesława S. widział też jak jacyś mężczyźni wiosną 1999r przywieźli na posesję pręty metalowe, zawinięte w szary papier i wnosili je na strych.
 
18.04.2001r. na posesję Jerzego B. przyjechało dwóch nieznanych mu mężczyzn. Przeszukiwali oni budynek gospodarczy, podwórko, weszli też do domu i na strych. Podczas tych przeszukiwań Jerzy B. nie zadzwonił na Policję, a nawet nie usiłował się dowiedzieć, co robią w jego domu ci obcy mężczyźni i czego szukają. Po odjeździe nieznanych mężczyzn, też nie zadzwonił na policję. Podjechał wózkiem inwalidzkim pod pomieszczenie gospodarcze i tam za starą wersalką znalazł 8 metalowych prętów. Natychmiast zadzwonił do podkomendanta A. Mickiewicza z CBŚ w Białymstoku.
Na podstawie postanowienia prokuratura T.Kamińskiego o przeszukaniu i zatrzymaniu datowanego 19.04.2001, pręty znalezione przez J.B. przewieziono do Białegostoku. W treści postanowienia czytamy m.in. “... w sprawie… przeciwko Wiesławowi S. i innym… po rozpatrzeniu wniosku KGP CBS z dnia 15.01.2001 o zatwierdzenie zatrzymania rzeczy dokonanego na podstawie art.217 & 1 i 3… u Jerzego B. zam…”  U wróżki CBŚ zasięgło jezyka?  15.01.2001 wiedzieli, że w kwietniu Jerzy B. znajdzie pręty i będzie im potrzebne takie postanowienie? Przecież fachowcy CBŚ przeszukali kilkakrotnie posesję, a Wiesław S. już dawno siedział w areszcie. Czy to odkrycie metalowych prętów ma związek z gwałtowną potrzebą dowodu na to, że klatka była przewieziona do Plusk?
 
Sukcesywnie od lata 2000r. do jesieni 2001r. wszyscy podejrzani zostali zatrzymani i przebywali w areszcie. W sierpniu 2001r. prokurator wezwał do Białegostoku doktora A.Z. Gidzgiera, aby wyjaśnił rozbieżności pomiędzy jego obserwacjami podczas oględzin i autopsji, a zeznaniami innych świadków (!). Minęly dokładnie dwa lata od tych czynności i doktor podczas składania tych wyjaśnień hurtowo przypomniał sobie, że widział zupełnie co innego, niż utrwalił w protokołach. Innymi słowy przyznał, że albo łgał, sporządzając te dokumenty, albo że łże składając te zeznania. Twierdził, ze ciało rozkawałkowano piłą mechaniczną, w jeziorze znaleziono tylko jedno podudzie, a do ofiary w chwili śmierci oddano dwa strzały. To olśnienie biegłego jakoś dziwnie korelowało z ustaleniami prokuratury.
 
Prokurator Kamiński podczas przygotowań do sporządzenia aktu oskarżenia podjął kroki w celu ekshumacji szczątków. Nie wiadomo jakie były motywy tego dziwnego kroku, pewne jest, że konsekwencje były niezbyt przyjemne. Kamińskiego odsunięto od śledztwa, a krótko po tym przestał pracować w prokuraturze.  Akt oskarżenia przygotował prokurator Wojdakowski. On też reprezentowal prokuraturę podczas procesu.
 
Cdn
 
PS  Śledztwo dot. znalezienia "drugiego" ciała  Tomasza S. prowadzi Prokuratura Rejonowa Olsztyn-Południe. Nadzór nad postępowaniami przygotowawczymi ma Prokuratura Okręgowa w Olsztynie. Naczelnikiem Wydziału Nadzoru Nad  Postępowaniem Przygotowawczym jest prokurator Piotr Jasiński, ten sam, który 15 lat temu, jeszcze jako asesor szlifował swoje umiejętności śledczego w postępowaniu przygotowawczym  w sprawie znalezienia "pierwszego" ciała Tomasza S.



Polecam - powiązane
http://faxe1.blogspot.ca/2013/04/czy-247-czyli-o-dowodach-z-badaniach.html
http://faxe1.blogspot.ca/2014/04/czy-kolewnik-mia-dwa-profile-dna.html
 
« powrót

Dodaj nowy komentarz