Blog Grażyny Romanowej

Każdy może być kibolem, czyli wolność zgromadzeń po polsku

2015-09-14 16:58:29, komentarzy: 1

Kneblowanie krytykujących władzę, czyli każdy może być kibolem

 
Tak jakoś od wiosny można zauważyć w naszym parlamencie ponadnormatywną biegunkę legislacyjną. 
 
O tych działaniach naszych ustawodawców można rzec za klasykiem  “(…) Od rana bełkot. Bełkocą, bredzą. Że deszcz, że drogo, że to, że tamto. Trochę pochodzą, trochę posiedzą. I wszystko widmo. I wszystko fantom.(…) jak ciasto biorą [projekty ustaw] w palce i żują, żują na papkę pulchną, aż papierowym wzdęte zakalcem,  wypchane głowy grubo im puchną. I znowu [głosują]… Warstwami rośnie brednia potworna…”
 
Nie wiem dlaczego, ale ciągle zadziwia mnie, że ta działalność przechodzi najczęściej bez większego echa. Powinnam się przecież już przyzwyczaić, bowiem my Polacy en masse  kochamy trzymanie za mordę. Po 1945 w gruncie rzeczy niewielu z nas przeszkadzał brak wolności. To nie brak wolności, a brak kiełbasy przeszkadzał tak dotkliwie, że wychodziliśmy na ulice. Tak samo jest dzisiaj.  Jest nie tylko kiełbasa, ale i ciepła woda w kranie! No to o co chodzi?  Zaakceptujemy każde świństwo, draństwo, łgarstwo, zamordyzm, bezprawie i co tam jeszcze szykują nasi “wybrańcy”, aby mieć spokój i kiełbachę na grilla.
 
 Przykład: ostatnio uchwalona nowa ustawa o zgromadzeniach. Teoretycznie, jedną z podstawowych wolności człowieka i obywatela we współczesnym demokratycznym państwie prawnym jest wolność zgromadzeń. Polska Rzeczpospolita zgodnie z gwarancjami naszej Konstytucji - art 57 i podstawowymi międzynarodowymi standardami ( jak art. 11 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności z dnia 4 listopada 1950 r. czy art. 21 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych z dnia 19 grudnia 1966 r.)  ustanowiła już na początku transformacji (w lipcu 1990 r.) Prawo o zgromadzeniach.  Przez następne ćwierćwiecze rządziciele nieustannie mieli wątpliwości, czy aby nie przesadzili z tą naszą wolnością i ciągle przy niej majstrowali. Tak majstrowali, że aż Trybunał Konstytucyjny specjalnie nie uczulony na ograniczanie praw obywatelskich,  kilka razy obruszył się.
 
Ostatnio w wyroku z 18 września 2014 r. (K 44/2012) TK poddał  krytyce wydłużenie minimalnego okresu przewidzianego na notyfikację zgromadzenia. W pierwotnym brzmieniu Prawa o zgromadzeniach, termin ten wynosił 3 dni od zaplanowanej daty zgromadzenia. Nowelizacja tej ustawy  14 września 2012 r. zmieniła te 3 dni na 3 dni robocze. Zdaniem Trybunału takie rozwiązanie przewiduje nieproporcjonalne ograniczenia wolności zgromadzeń, albowiem „Cele notyfikacji związane z potrzebą zagwarantowania pokojowego przebiegu demonstracji oraz zapewnienia ochrony jej uczestników, mogą być osiągnięte w krótszym czasie, szczególnie biorąc pod uwagę ciągły charakter pracy służb ochrony porządku publicznego (policja, straż miejska). Wydłużenie okresu notyfikacji do minimum 3 dni roboczych stanowi nadmierne ograniczenie wolności zgromadzeń”.
 
Również ETPC stwierdził w sprawie Bączkowski i inni v Polska  -  „jeżeli zgromadzenie odbywa się później, traci ono swoje znaczenie i wagę co do bieżącej debaty politycznej i społecznej, a jego wpływ może znacząco się zmniejszyć. Wolność zgromadzeń może być pozbawiona znaczenia, jeśli nie można korzystać w niej w odpowiednim czasie”.
 
A tymczasem w myśl nowej ustawy o zgromadzeniach pośpiesznie „uchwalonej” (2 i pół miesiąca!) kilka dni temu pod pretekstem wykonania powyżej przywołanego wyroku TK - organizatorzy zgromadzenia powinni notyfikować gminę nie wcześniej niż na 30 dni i nie później niż na 6 dni przed jego planowaną datą. Nie dość  tego, to jeszcze „projektodawca” czyli „rząd” określa bezczelnie ten minimalny 6 dniowy czas na notyfikowanie jako „optymalny”.
 
Po co nam więc ten Trybunał? Po co ta cała mitręga i mydlenie oczu? Nie dość, że do rzadkości  należą sensowne wyroki TK, to  najpierw rząd w nowym projekcie, a potem posłowie przyciskając guziczki i tak olali ten wyrok.  Dlaczego niemal nikogo nie dziwi to naruszanie praw obywatelskich zagwarantowanych w Konstytucji, to bezprawie władzy ustawodawczej i wykonawczej!
 
Ustawa ta poprzez szeroko rozumiane przepisy karne Kodeksu wykroczeń i Kodeksu karnego, będzie jeszcze dalej ingerewała i ograniczała nasze prawa obywatelskie niż poprzednia, np możliwość rozwiązania zgromadzenia za okrzyki przeciwko władzy!
 
Jeden z najwybitniejszych jurystów amerykańskich XX wieku Harry Kalven, Jr. (1914 –1974), specjalista prawa konstytucyjnego, a przede wszystkim kwestii związanych wolnością słowa uważał, iż 
“[...] żadne społeczeństwo, w którym istnieje przestępstwo znieważania władzy nie jest, bez względu na to, jakie są inne jego cechy, społeczeństwem wolnym”. 
GR
 
 
« powrót

Dodaj nowy komentarz

  • Mirosław 18:21, 21 listopada 2015

    Sraczka legislacyjna... dobre.

    Odpowiedz